Ekonomista Alasdair Macleod: Obecna bańka na rynku akcji jest większa niż w 1929 roku, S&P 500 może stracić ponad 90%, a złoto i srebro są bezpieczną przystanią
Macleod przewiduje, że nadchodzi epickie pęknięcie bańki, poważniejsze niż to z 1929 roku! Wycofanie się zagranicznych nabywców spowodowało utratę kontroli nad rentownościami amerykańskich obligacji, a S&P 500 może spotkać ponad 90% destrukcyjny spadek. Gdy zaufanie do waluty fiat i siła nabywcza dolara jednocześnie się załamują, każde finansowe zobowiązanie staje się ryzykowne. Porzuć iluzję kredytu — fizyczne złoto i srebro staną się jedyną bezpieczną przystanią.
Wraz ze stałym osiąganiem rekordowych poziomów globalnego zadłużenia, pod powierzchnią narastają obawy dotyczące nierównowagi podaży i popytu na rynku amerykańskich obligacji skarbowych.
Doświadczony makroekonomista Alasdair Macleod niedawno wydał mocne ostrzeżenie: Obecne rozbieżności pomiędzy wyceną amerykańskich akcji a rentownością obligacji skarbowych USA osiągnęły historyczne ekstremum, a rynki finansowe stoją w obliczu epickiej bańki poważniejszej niż ta, która poprzedziła Wielki Kryzys z 1929 roku.
Wraz z przyspieszającym wycofywaniem się kluczowych zagranicznych nabywców – jak Japonia – z rynku amerykańskich obligacji, finansowa fala zadłużenia sięgająca dziesiątek bilionów dolarów może doprowadzić do utraty kontroli nad rentownościami i całkowicie rozbić bańkę na rynku amerykańskich akcji. W takiej sytuacji indeks S&P 500 może spaść nawet o ponad 90%, a zachwianie zaufania do systemu walut fiducjarnych sprawi, że fizyczne złoto i srebro staną się jedyną ostateczną bezpieczną przystanią.

Kluczowe tezy
-
Waluty fiducjarne oraz aktywa finansowe są w istocie warstwami opakowanego długu kredytowego: Nowocześni inwestorzy posiadają akcje, depozyty bankowe, a nawet gotówkę w dolarach, które zasadniczo opierają się na zobowiązaniach kredytowych centralnych kontrahentów (CCP) oraz banków komercyjnych. W obliczu rosnącego ryzyka systemowego te aktywa finansowe nie są równoważne własności realnych aktywów – kiedy łańcuch kredytowy się załamie, inwestorzy zostaną wystawieni na poważne ryzyko kontrahenta.
-
USA wpadają w pułapkę zadłużenia, brakuje nabywców obligacji: Największy zagraniczny posiadacz obligacji skarbowych USA (japońskie fundusze emerytalne i firmy ubezpieczeniowe) stopniowo wycofuje się z rynku, a wraz z innymi dużymi wierzycielami, którzy pozbywają się obligacji, Departament Skarbu w ciągu następnych 12 miesięcy będzie musiał zmierzyć się z gigantycznym finansowaniem i refinansowaniem na kwotę ponad 10 bilionów dolarów. Gdy rentowności obligacji zaczynają wymykać się spod kontroli, Fed będzie zmuszony do masowego dodruku pieniądza, co doprowadzi do inflacji i upadku siły nabywczej waluty.
-
Amerykański rynek akcji czeka epicka korekta, jedynym ostatecznym schronieniem jest fizyczne złoto i srebro: Wyceny amerykańskich akcji w stosunku do rentowności obligacji przekroczyły już skrajny poziom z przedednia Wielkiego Kryzysu w 1929 roku. Wraz z gwałtownym wzrostem rentowności i masowym zamykaniem pozycji przez krajowe i zagraniczne instytucje, indeks S&P 500 może zaliczyć korektę ponad 90% – a gdy rynek zrozumie, że nawet dolary tracą wartość, porzucenie aktywów kredytowych i sięgnięcie po złoto oraz srebro stanie się jedyną możliwą drogą obrony.
Iluzja własności: akcje i depozyty to w istocie zobowiązania kredytowe
Zdaniem Macleoda, współczesny system finansowy opiera się na mieszaniu pojęć „kredyt” i „waluta”.
Kredyt jest w swej istocie zobowiązaniem do spełnienia określonej obietnicy. W nowoczesnym bezpapierowym systemie transakcyjnym akcje posiadane przez inwestorów nie dają im bezpośredniej własności spółek, lecz stanowią zobowiązanie kredytowe za pośrednictwem centralnych kontrahentów (CCP); podobnie depozyty bankowe obejmują zarówno zdolność banku komercyjnego do realizacji wypłaty, jak i zaufanie do waluty wydanej przez bank centralny.
Macleod podkreśla, że nawet dolary będące „szczytem” systemu walut fiducjarnych na rachunku Fed są księgowane wyłącznie jako „obiegowa papierowa waluta” i „rezerwy bankowe”, czyli dokumenty dłużne.
Patrząc na historię ewolucji pieniądza, tylko środki zdolne do „ostatecznego rozliczenia” (tj. transakcji bez pozostałych niespełnionych zobowiązań lub ryzyka kontrahenta) – czyli fizyczne metale jak złoto i srebro – można uznać za prawdziwy pieniądz. Globalne banki centralne w ostatnich latach stale sprzedają waluty fiducjarne i masowo kupują złoto, co jest rozsądnym posunięciem polegającym na spłacie zobowiązań kredytowych i pozyskaniu realnych aktywów.
Pułapka obligacji USA i wycofywanie się kupujących: ogromna presja finansowa wywoła kryzys systemowy
Macleod wskazuje, że rząd USA wpadł w „pułapkę zadłużenia”. Przy prawie 40 bilionach dolarów długu, rosnące rentowności obligacji znacznie podwyższają koszty obsługi zadłużenia dla Departamentu Skarbu, zmuszając rząd do spirali zaciągania nowych kredytów na spłatę starych. Brak możliwości politycznego ograniczenia wydatków i narastające konflikty geopolityczne oraz deficyt energii nadal napędzają inflację, co sprawia, że deficyt budżetowy wymyka się spod kontroli.
Wbrew powszechnej opinii, największym zagranicznym posiadaczem obligacji USA nie są instytucje rządowe, lecz japońskie instytucje komercyjne, takie jak fundusze emerytalne i firmy ubezpieczeniowe.
Macleod zauważa, że główne zagraniczne podmioty kupujące obligacje USA właśnie dyskretnie się wycofują zarówno z rynku amerykańskich, jak i europejskich obligacji, a presja na zamykanie pozycji związanych z arbitrażem jenowym zaczyna być widoczna. W ciągu najbliższych 12 miesięcy USA zmierzą się z refinansowaniem i finansowaniem na kwotę od 10 bilionów do 11 bilionów dolarów. Brak nabywców będzie wypychał rentowności na coraz wyższe poziomy, a Fed ostatecznie będzie zmuszony do ponownego masowego dodruku, co doprowadzi do dalszego spadku siły nabywczej fiducjarnej waluty.
Ostateczne pęknięcie bańki: Indeks S&P 500 może zaliczyć ponad 90% spadku
Macleod uważa, że model biznesowy instytucji finansowych powoduje konieczność ciągłego zachęcania detalicznych inwestorów do strategii „kup i trzymaj”, co doprowadziło do ślepej wiary w nieustanne wzrosty amerykańskich akcji.
Jednak obecna rozbieżność między rentownością amerykańskich obligacji skarbowych a wyceną akcji osiągnęła nieznany wcześniej w historii finansów poziom ekstremum – bańka jest poważniejsza niż ta z przedednia Wielkiego Kryzysu.
Macleod prognozuje, że jeśli rentowności obligacji USA ruszą w górę, fundamenty wycen akcji runą natychmiast.
Biorąc pod uwagę, że zagraniczni inwestorzy mają otwarte pozycje w amerykańskich akcjach warte do 22 bilionów dolarów, wzrost rentowności spowoduje masową wyprzedaż zarówno przez inwestorów zagranicznych, jak i krajowe instytucje finansowe. W efekcie nastroje rynkowe szybko przejdą ze skrajnego optymizmu w skrajny pesymizm – w procesie wysychania płynności i wymuszania nowych wycen indeks S&P 500 może bez trudu stracić ponad 90% wartości – co doprowadzi do największego w historii krachu aktywów.
Droga do bezpiecznej przystani: od zaufania do gotówki po ucieczkę w fizyczne złoto i srebro
Macleod analizuje, że większość inwestorów traktuje ulokowanie 1-5% portfela w złocie jako złudną dywersyfikację, ponieważ pozostałe 99% aktywów pozostaje wystawione na ryzyko kredytowe i kontrahenta.
W pierwszej fazie kryzysu inwestorzy mogą próbować sprzedać aktywa finansowe i zamienić je na gotówkę w dolarach, licząc na zabezpieczenie, lecz wraz ze startem Fed-u z masowym dodrukiem, rynek szybko zorientuje się, że nawet gotówka traci siłę nabywczą.
Macleod podsumowuje: kiedy zaufanie publiczne do systemu walut fiducjarnych ostatecznie się zachwieje, jedynym wyjściem staje się porzucenie wszelkich aktywów kredytowych i całkowite przejście na fizyczne złoto i srebro. W procesie końca globalnej ery walut fiducjarnych, tylko nieuzależnione od żadnych rządów ani instytucji metale szlachetne mogą faktycznie chronić majątek.
Poniżej pełny wywiad, przetłumaczony z użyciem AI:
Alasdair Macleod: Banki centralne na całym świecie ciągle sprzedają waluty fiducjarne i kupują złoto. Realizują kredyt, pozbywają się zobowiązań dłużnych, w zamian uzyskując prawdziwy pieniądz. Uważam, że wkrótce zobaczymy gwałtowny wzrost rentowności obligacji, zobaczymy spadek cen akcji, ponieważ wobec amerykańskich obligacji rynek akcji jest już bardzo, bardzo drogi. Konsekwencją będzie konieczność uruchomienia przez Fed maszyny drukarskiej. W pewnym momencie ludzie przejdą od przekonania „bezpieczne jest sprzedać aktywa finansowe i trzymać gotówkę w dolarach, która nie spadnie”, do świadomości „nawet gotówka w dolarach traci siłę nabywczą”, więc jedyną drogą staje się wejście na rynek złota lub srebra. Amerykańskie obligacje najwięcej posiadają instytucje japońskie, nie rząd japoński – chodzi o fundusze emerytalne i firmy ubezpieczeniowe. Są największymi posiadaczami, daleko przed – myślę – Chinami na drugim miejscu. To ma ogromny efekt deflacyjny dla sektora prywatnego, czego nie da się zrekompensować nawet silną inflacją.
Alasdair Macleod: Przede wszystkim trzeba zrozumieć, czym jest „kredyt” i czym jest „waluta”. Kredyt to zasadniczo wszystko, co wiąże się z obowiązkiem dostarczenia czegoś. Dla przykładu, akcje: możesz być udziałowcem spółki. Jeśli nim jesteś, zarząd spółki ma wobec ciebie obowiązek przekazania przepływu zysków. W tym sensie twoje akcje reprezentują kredyt.
Alasdair Macleod: Sytuacja jest jeszcze gorsza, bo w bezpapierowym świecie nie masz bezpośredniego zapisu swoich akcji – wszystkim zarządza centralny kontrahent. W rzeczywistości zobowiązania spółki są przekazywane przez centralnego kontrahenta; centralny kontrahent ma obowiązek przekazać ten „kredyt” (czyli drugą stronę zobowiązania dłużnego) do ciebie i faktycznie zarządza tymi zobowiązaniami spółki. Tak naprawdę nie posiadasz żadnych realnych aktywów.
Alasdair Macleod: Jeśli masz depozyt w banku, sytuacja jest identyczna. Tu mamy dwa poziomy zobowiązań: po pierwsze, bank ma obowiązek przekazać ci wartość zgromadzoną na rachunku; do tego dochodzi zobowiązanie banku centralnego – bank centralny dostarcza walutę fiducjarną, w której ten dług banku komercyjnego jest denominowany – dla Amerykanów to dolar. Jeśli uważasz, że dolar jest prawdziwym pieniądzem, przyjrzyj się bilansowi Fed-u.
Narrator: Najbezpieczniejsze aktywa finansowe mogą zależeć od utrzymania wielu równoczesnych obietnic. Jak zauważa Alasdair Macleod, akcje i depozyty są warstwami wierzytelności, a nie bezpośrednią własnością, co wystawia inwestorów na ryzyko kontrahenta, o którym mało się mówi. Rynek świętuje wzrost cen aktywów, ignorując mnożące się ogniwa łańcucha zobowiązań. Ochrona majątku zaczyna się od kwestionowania tego, co faktycznie posiadasz, a nie od tego, co pokazać może saldo na rachunku. W dalszej części Macleod ujawni, czemu bilans Fed-u demaskuje sprzeczności, jakich większość inwestorów nigdy nie rozważała.
Alasdair Macleod: Emitentem banknotów jest Fed, nie Departament Skarbu USA. Jeśli spojrzysz na bilans Fed-u, zauważysz, że istnieje tam pozycja „obiegowe banknoty” jako zobowiązanie. Bilans Fed-u obejmuje też pozycję „rezerwy bankowe” – to są w rzeczywistości pieniądze, które Fed jest winien bankom komercyjnym, bo te mają depozyty w Fed. Rezerwy reprezentują te depozyty. To sposób na prześledzenie pochodzenia pieniądza.
Alasdair Macleod: Prawdziwy pieniądz – jeśli cofniemy się do czasów rzymskich – zawsze oznaczał „ostateczne rozliczenie”. Ostateczne rozliczenie to sytuacja, gdzie nie ma żadnych niespełnionych zobowiązań na drugim końcu transakcji. Historycznie był to zawsze środek materialny (zwykle metaliczny): od brązu, przez srebro do złota – dziś głównie złoto uznaje się za realny pieniądz. Dlatego globalne banki centralne stale sprzedają waluty fiducjarne i kupują złoto. Realizują kredyt, pozbywają się zobowiązań dłużnych, w zamian uzyskując prawdziwy pieniądz. To wciąż jest prawdziwy pieniądz.
Alasdair Macleod: Przez ostatnie ponad 50 lat rząd USA przekonywał, że „zastąpił złoto”, że to dolar jest prawdziwym pieniądzem, a wszystko odnosi się do dolara. To jest nieprawda, to wypychanie błędnej narracji. Trzeba uświadomić sobie, że wszystko, co posiadasz, zasadniczo opiera się na kredycie.
Narrator: Banki centralne gromadzą złoto, podtrzymując jednocześnie w oficjalnych komunikatach status walut fiducjarnych. Według Alasdaira Macleoda, Fed emituje zobowiązania dłużne, a nie trwałe narzędzie przechowywania wartości, co czyni złoto fundamentalnie odmiennym od nowoczesnego pieniądza. Zakupy tych instytucji ujawniają prawdę, którą oficjalna propaganda rzadko przyznaje. Inwestorzy ignorujący te działania, żyją raczej w narracji niż w analizie bilansowej – wkrótce Macleod odsłoni, dlaczego oficjalne zakupy złota są sprzeczne z od dziesięcioleci deklarowaną polityką monetarną.
Alasdair Macleod: Dopóki ryzyko zobowiązań kredytowych pozostaje względnie niskie, nie ma problemu; ale gdy zaczyna rosnąć – jak teraz – trzeba przemyśleć porzucenie aktywów kredytowych na rzecz prawdziwego pieniądza. Dlatego od ponad roku podkreślam: wychodź z aktywów kredytowych i wchodź w prawdziwy pieniądz, czyli złoto i – w mniejszym stopniu – srebro. To jedyna realna ochrona.
Alasdair Macleod: Wielu uważa, że trzeba dywersyfikować, więc posiada 1% czy 5% portfela w złocie i trzyma resztę w akcjach, obligacjach, nieruchomościach. Ale jeśli masz tylko 1% złota czy srebra, to masz 99% aktywów kredytowych – nie zdywersyfikowałeś portfela! Kluczowym celem odejścia od kredytu i wejścia w złoto jest „ochrona” – trzeba zrozumieć, gdzie jest faktycznie zagrożenie. O tym przekonamy się w najbliższych 2–3 miesiącach.
Alasdair Macleod: Chiny robią wszystko, by sprzedać dolary. Teraz japońskie instytucje – największy dotąd posiadacz amerykańskiego długu – też wychodzą z rynku. USA stoi w obliczu gromadzącego się kryzysu zadłużenia, nie sądzę, by rentowności 10-letnich obligacji na poziomie 5% to powstrzymały. Jeśli mówimy o 10%, nie wiem, ale przypuszczam, że też nie.
Narrator: Kiedy niemal wszystkie aktywa zależą od tego samego systemu kredytu, dywersyfikacja staje się iluzją. Macleod podkreśla, że portfel zdominowany przez aktywa finansowe, z minimalnym udziałem złota, wciąż jest skrajnie narażony na ryzyko kontrahenta. Zagraniczny popyt na amerykański dług słabnie, presja refinansowania cicho narasta. Lepiej mniej patrzeć na ilość aktywów, a więcej na jakość własności. Później Macleod wyjaśni, dlaczego wzrost rentowności obligacji może zburzyć tradycyjne strategie dywersyfikacji.
Alasdair Macleod: To „pułapka długu” – tu tkwi sedno problemu. Im wyższe rentowności, tym gorsza sytuacja zarówno zagranicznych, jak i krajowych inwestorów. Jedynym rozwiązaniem jest redukcja wydatków rządowych i zrównoważenie budżetu, najlepiej nawet generowanie nadwyżki finansowej, aby nie musieć pożyczać coraz więcej. Nie widzę szansy – mamy rozrzutnego prezydenta, zaangażowanego bezpośrednio w jedną wojnę, pośrednio w drugą, co pociąga za sobą ogromne wydatki na amunicję, wojsko, a dodatkowo wysokie ceny ropy.
Alasdair Macleod: Drugą sprawą jest to, że niebawem zabraknie diesla, co jest kluczowe dla logistyki – napędza ciężarówki, pociągi, statki (w postaci oleju okrętowego, bardzo bliskiego dieslowi i olejowi do ogrzewania), więc z każdej strony sytuacja nie wygląda dobrze. Uważam, że zobaczymy gwałtowny wzrost rentowności obligacji, spadki na rynku akcji, bo ich wyceny są już bardzo wysokie wobec obligacji USA. Konsekwencją będzie konieczność uruchomienia przez Fed maszyn do drukowania pieniędzy.
Narrator: Rząd nie może wyjść z pułapki zadłużenia, kontynuując pożyczanie, bez ostatecznego osłabienia zaufania do swojej waluty. Teza Macleoda pokazuje, że wyższe rentowności tylko zwiększają obciążenie długiem, zamiast przywracać stabilność. Pomimo zapewnień o odporności rynku, rosnące koszty energii i powiększający się deficyt to presja, której nie da się łatwo cofnąć. Ryzyko inwestorów daleko wykracza poza wyceny akcji. W dalszej części Macleod wyjaśni, czemu druk pieniądza może być jedyną politycznie akceptowalną drogą wyjścia.
Alasdair Macleod: W pewnym momencie ludzie przejdą od przekonania „najbezpieczniej jest sprzedać aktywa finansowe i trzymać gotówkę w dolarach”, do świadomości „nawet gotówka w dolarach traci siłę nabywczą”, więc jedyną drogą będzie wejście na rynek złota lub srebra. Jeszcze tam nie jesteśmy, ale jesteśmy bardzo blisko.
Prowadzący: Wspomniał Pan, że Bank Centralny Japonii zachęca krajowe fundusze i firmy do zakupów japońskich obligacji skarbowych; a także, że Japonia jest największym posiadaczem amerykańskich obligacji. Jeśli pójdą za przykładem banku centralnego po wyczerpaniu jego zdolności do absorpcji japońskiego długu, to zły sygnał dla globalnego popytu na amerykańskie obligacje. Czy ma Pan coś do dodania o ryzyku dla USA płynącym z ostatniego stanowiska japońskiego banku centralnego?
Alasdair Macleod: Tak. W rzeczywistości, to ministerstwo finansów Japonii, a nie bank centralny. Tak – to sytuacja, która prowadzi do efektu domino. Już widzimy efekty na francuskich obligacjach, bo wiemy, że japońskie instytucje były wielkimi kupcami francuskiego długu. Najwyraźniej teraz likwidują pozycje, więc rentowności francuskich obligacji wzrosły o prawie 0,5% w ciągu zaledwie miesiąca.
Narrator: Kiedy najważniejsi wierzyciele zmieniają kierunek, rynek odkrywa ryzyko dopiero długo po tym, jak instytucje już podjęły działania. Tu teza Macleoda przechodzi od teorii do przepływów kapitałowych – podkreśla zachowania Japonii jako wczesny sygnał ostrzegawczy. Rynki obligacji często ujawniają presję zanim zrobią to nagłówki gazet. Oszczędzający stawiający tylko na gotówkę mogą przekonać się, że siła nabywcza znika znacznie szybciej, niż oczekiwano. Macleod potem wyjaśni, jak zagraniczna wyprzedaż może zmienić struktury popytu na amerykańskie obligacje.
Alasdair Macleod: W tych rynkach obligacji taka zmienność oznacza w praktyce potężne ruchy. Tak więc dowody są oczywiste, to nie koniec – sytuacja rozprzestrzenia się dalej, bo dużą część tego stanowią „transakcje arbitrażowe”. Na razie inwestorzy mogą czuć się bezpiecznie widząc słabnącego jena, ale gdy japońskie stopy procentowe zaczną rosnąć, będą musieli redukować pozycje.
Alasdair Macleod: Ale mam na myśli, że amerykańskie obligacje skarbowe są największe pod względem posiadaczy – instytucje japońskie, nie rząd, czyli fundusze emerytalne i firmy ubezpieczeniowe. Są największymi posiadaczami, dużo więcej niż – jak sądzę – Chiny, które mogą być teraz na trzecim miejscu. Chińczycy też intensywnie sprzedają dolary. Jeśli patrzymy kilka miesięcy do przodu, nie sposób przewidzieć, jak USA uda się sfinansować nie tylko obecny deficyt, ale także refinansować wygasające obligacje. Według mnie czeka nas konieczność pozyskania ok. 10-11 bilionów dolarów w ciągu 12 miesięcy – to gigantyczny problem, który narasta.
Alasdair Macleod: Uważam więc, że rentowności obligacji będą jeszcze wyższe. Kiedy myślę o tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie i wpływie na ceny, będzie to bardzo znaczące. Jak mówiłem, to ogromny efekt deflacyjny dla sektora prywatnego.
Narrator: Największe zmiany zaczynają się zwykle w funduszach emerytalnych, a nie w wiadomościach TV. Jak podkreśla Macleod, japońskie instytucje mają ogromne ryzyko w amerykańskich obligacjach – ich decyzje są ważniejsze niż oficjalne deklaracje rządowe. Gdy kluczowi zagraniczni nabywcy ograniczają udział, refinansowanie bilionów dolarów staje się coraz trudniejsze. Takie ryzyko wpływa ostatecznie na konta emerytalne i majątek rodzin. W dalszej części Macleod wyjaśni, jak presja finansowania USA może rozlać się na każdy rynek finansowy.
Alasdair Macleod: …tego nie da się zrekompensować nawet silną inflacją – bo dla rządu to będzie silnie inflacyjne – rząd będzie kreował kredyt, chcąc powstrzymać upadek gospodarki i rynków finansowych. Co dalej? To ogromna pułapka i organiczna część końca epoki walut fiducjarnych.
Alasdair Macleod: Patrzenie na walutę fiducjarną, czy raczej właściwa perspektywa, to uświadomienie, że rząd używa jej do zwiększania zobowiązań dłużnych, nie powodując bezpośredniego obciążenia podatników. Podatnicy płacą podatek, a wszystko, co przekracza ustalony limit, po prostu się drukuje. Tak powstało zadłużenie USA na poziomie ok. 40 bilionów dolarów. Pytanie brzmi – jak długo jeszcze można to ciągnąć?
Alasdair Macleod: To, co dziś opisujemy, to systemowy problem największych nabywców długu rządowego (i wszystkich pozostałych), szaleńcza inflacja kredytowa dobiega końca. Skutki? Po pierwsze, krach rynków finansowych; po drugie – upadek wartości walut. Dosłownie to „koniec” dolara jako waluty fiducjarnej – widzimy, jak pociąga za sobą inne waluty fiducjarne.
Prowadzący: Ostatnio napisał Pan artykuł, zaczynając: „W mgle wojny prawda jest pierwszą ofiarą. Ceny złota i srebra odzwierciedlą niepewność co do skutków. Rząd może opóźnić konsekwencje, ale nie jest w stanie ich zlikwidować.” Według Macleoda, rozszerzanie długu przez kreację kredytu w końcu wywrze presję zarówno na rynki finansowe, jak i siłę nabywczą waluty. Prawdziwe zagrożenie nie polega tylko na inflacji, lecz na spadku zaufania wobec instytucji finansujących ten system. Długoterminowa ochrona majątku zależy od rozpoznania tej różnicy zanim nastąpi zmiana nastrojów rynkowych.
Prowadzący: W drugiej części artykułu pisze Pan: „Dzisiejszym rynkiem rządzi emocja, nie fundamenty. To typowe dla bańki kredytowej, gdzie chciwość zwycięża ostrożność.” Czy mógłby Pan wyjaśnić: czy zwykli inwestorzy detaliczni, którzy słuchają porad planistów finansowych i mainstreamowych mediów typu „wszystko w porządku, kupuj i trzymaj, przeczekaj spadki, kupuj na korekcie”, są wciągani w prawdziwy proces „cięcia owiec”?
Alasdair Macleod: Tak, system sam w sobie jest wadliwy. Maklerzy żyją z rekomendowania akcji – nie z rekomendacji sprzedaży, lecz ciągłego kupowania, dzień po dniu. Po latach patrzenia na wzrosty rynku akcji, nawet po korektach, wszyscy naturalnie wierzą „rynki akcji będą rosnąć wiecznie”. Ten sentyment obecnie dominuje wobec amerykańskich akcji.
Alasdair Macleod: Jednak jeśli przyjrzymy się relacji pomiędzy rentownościami obligacji (amerykańskich skarbowych) a rynkiem akcji, ten rozdźwięk i rozbieżność osiągnęły bezprecedensowe ekstremum w historii finansów. Innymi słowy – nie tylko w sentymencie, ale i wycenie widzimy oczywistą bańkę.
Narrator: Najsilniejsze hossy kończą się, gdy wiara w nie cicho się załamuje. Macleod pokazuje, że optymizm inwestorów przekroczył już to, co rentowności obligacji historycznie wspierają. Mechanizmy finansowe zachęcają do ignorowania ryzyka i do ślepego kupowania, co wzmacnia groźną samowystarczalność. Tylko podążający za emocją inwestorzy często ignorują ostrzeżenia płynące spod powierzchni. W dalszej części Macleod wyjaśni, dlaczego dzisiejsza rozbieżność wycen jest porównywalna z historycznymi ekstremami.
Alasdair Macleod: Ta bańka może być jeszcze większa – nawet większa niż bańka z końca 1929 roku, choć nie mamy wystarczających danych, by to dokładnie udowodnić. Gdy bańka pęknie, rynek akcji czeka „ostateczny krach wszystkich krachów”.
Alasdair Macleod: Gdzie wtedy można się udać? Trzeba zadać pytanie: co się stanie, gdy zagraniczni inwestorzy sprzedadzą dolary? Przypomnijmy, dysponują do 22 bilionów USD w amerykańskich akcjach! Amerykańskie instytucje też mogą stwierdzić, że muszą zmniejszyć ryzyko własnych portfeli i portfeli klientów. Taki scenariusz może bez trudu wymazać ponad 90% wartości S&P 500! Bez trudu! Bo rynek w okamgnieniu przechodzi ze skrajnego optymizmu w skrajny pesymizm – i to nieuniknione. Kluczowa jest relacja wycen – jeśli rentowności obligacji USA nadal będą rosnąć, jak właśnie opisałem – rynek akcji zostanie zmieciony. Naprawdę tak będzie.
Narrator: Ekstremalny optymizm historycznie kosztował inwestorów najwięcej. Macleod pokazuje, że jeśli rentowności obligacji wzrosną, zmuszając instytucje i zagranicznych inwestorów do redukcji ryzyka, dzisiejsze wyceny akcji są szczególnie kruche. W okresach systemowego stresu płynność znika szybciej, niż powraca zaufanie. Ochrona siły nabywczej jest ważniejsza niż pogoń za ostatnimi spekulacyjnymi wzrostami. W dalszej części Macleod ujawni sygnał, który monitorują instytucje przed wielkimi zmianami na rynku.
Zastrzeżenie: Treść tego artykułu odzwierciedla wyłącznie opinię autora i nie reprezentuje platformy w żadnym charakterze. Niniejszy artykuł nie ma służyć jako punkt odniesienia przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.
Może Ci się również spodobać

Plan finansowania AI przez Nvidia o wartości 500 miliardów dolarów niesie ukryte zagrożenia, doradca Trumpa ostrzega przed ryzykiem nadmiaru "ciemnych GPU"
David Sacks, doradca technologiczny Trumpa, ostrzegł w podcaście, że największym ryzykiem związanym z planem finansowania AI przez Nvidia o wartości 500 miliardów dolarów jest nadmiar mocy obliczeniowej. Porównał to do kryzysu „ciemnych światłowodów” po pęknięciu bańki internetowej – jeśli GPU będą masowo niewykorzystywane, a ich ceny załamią się, cały łańcuch inwestycyjny w infrastrukturę AI dozna poważnych strat. Jednocześnie zauważył, że opór polityczny wobec budowy centrów danych może wręcz zapobiec powstaniu nadmiaru.
Nvidia planuje zainwestować 3 miliardy dolarów w SB Energy należące do SoftBank, stawiając na projekt centrum danych OpenAI w Ohio
Pojawiły się doniesienia, że Nvidia prowadzi rozmowy na temat zainwestowania do 3 miliardów dolarów w SB Energy, spółkę zależną SoftBanku, jako element wsparcia kredytowego o wartości około 100 miliardów dolarów dla projektu centrum danych OpenAI w Ohio. Inwestycja miałaby zostać zrealizowana w dwóch turach: 1,5 miliarda dolarów przy podpisaniu umowy oraz kolejne 1,5 miliarda dolarów podczas IPO SB Energy, które może rozpocząć się już w przyszłym miesiącu, z celem pozyskania co najmniej 5 miliardów dolarów.
Mit o „wybieraniu akcji” na Wall Street blednie: w ciągu ostatnich dziesięciu lat tylko 13% pokonało indeks
Według najnowszych danych Morningstar, w ciągu ostatnich dziesięciu lat do końca czerwca 2026 roku, tylko 13% amerykańskich aktywnie zarządzanych funduszy akcji o dużej kapitalizacji po odjęciu opłat przewyższyło indeks bazowy, nawet w ciągu ostatniego roku odsetek ten wyniósł zaledwie 27%. Tymczasem, w tym roku prognozuje się, że pasywne ETF-y odnotują rekordowy napływ netto przekraczający 1 bilion dolarów, a wartość aktywów pasywnych funduszy jest już prawie dwukrotnie większa niż w przypadku funduszy aktywnych.
